Fantastyka
Los zapisany krwią - Danielle L. Jensen
Lubię sięgać po książki fantasy, które próbują ugryźć gatunek trochę inaczej. Nie zawsze na pierwszym miejscu muszą być smoki, wampiry, czy nekromanci. Czasem mam ochotę na coś surowszego, bardziej pierwotnego. Klimat wikingów w wydaniu romantasy? Brzmi jak coś, co biorę w ciemno.
Tylko że ta relacja nie była od początku łatwa. Przeczytanie tej książki zajęło mi ponad miesiąc. Pierwsze rozdziały dosłownie dawkowałam sobie po kilka stron dziennie, jednocześnie czułam, że historia ma potencjał na coś ostrego, bezkompromisowego, pełnego brutalnej energii… ale jednocześnie brakowało mi tej iskry, która sprawi, że zasiądę do książki bez reszty.
Na szczęście była Freya. Freya urzekła mnie od pierwszych stron. To bohaterka, która w kluczowym momencie swojego życia nie załamuje rąk, tylko łapie byka za rogi i próbuje przejąć kontrolę nad własnym losem. I właśnie jej determinacja, walka o siebie i wewnętrzny ogień sprawiły, że chciałam czytać dalej. Ona działa, ryzykuje i ponosi konsekwencje.
A jednak… coś mi w tej historii długo nie domykało się w całość. Mamy przecież świat inspirowany kulturą wikingów - surowy, brutalny, a ja czułam niedosyt opisów, głębszego zanurzenia w realiach, większego rozmachu w budowaniu świata. To ogromny potencjał, który aż prosi się o rozwinięcie. Zamiast tego fabuła w dużej mierze opiera się na znanych schematach romantasy: zakazane uczucie, napięcie między bohaterami, relacja, która nie powinna mieć miejsca… a jednak kwitnie.
I przyznam szczerze, kiedy ta romantyczna część zaczęła się rozkręcać, ja też zaczęłam łykać kolejne strony jak szalona. Ostatnie trzy czwarte książki przeczytałam w dwa dni. Nagle wszystko zaczęło ze sobą współgrać. Emocje przyspieszyły, napięcie wzrosło, a ja w końcu poczułam to, na co czekałam od początku. Zakończenie? Dla wielu może przewidywalne, dla mnie było zaskoczeniem – i właśnie ono sprawiło, że realnie zainteresowałam się kontynuacją.
Ostatnio podchodzę do książek dużo bardziej krytycznie niż kiedyś. Dlatego mocne 6/10 w przypadku pierwszego tomu, to u mnie naprawdę solidna ocena. Doceniam wyróżniającą się bohaterkę, nutę tajemnicy i próbę stworzenia historii innej niż wszystkie w obrębie romantasy z motywem wikingów.
Nie każda „szóstka” dostaje u mnie zielone światło na kontynuację. Ta dostaje. Danielle L. Jensen - nie zawiedź mnie w kolejnym tomie.
