Magia spod lady - Sarah Beth Durst | Recenzja

 



Czy cozy fantasy może mnie jeszcze oczarować?


Nie ukrywam – bardzo chciałam zakochać się w tej historii. Miałam nadzieję, że „Magia spod lady” rozbudzi we mnie ciepłe emocje, których ostatnio tak bardzo potrzebuję. Niestety… coś nie zagrało.

Styl autorki od początku zapowiadał się obiecująco, pomimo, że ciężko było się w niego wkręcić. Ta książka pachnie przytulnością – jest jak ciepła herbata z miodem w chłodny wieczór, jak kot mruczący pod kocem. Miejscami naprawdę czułam się otulona tą historią. Ale tylko miejscami.

Cały czas pod górkę


Pierwsze sto stron to było dla mnie czytelnicze błądzenie we mgle. Wiem, że cozy fantasy rządzi się swoimi prawami – ma być powolne, tworzące atmosferę, bardziej przedstawiająca klimat niż akcję – ale tutaj miałam wrażenie, że brakowało mi jakiegokolwiek zaczepienia. Czułam się trochę zagubiona, jakby nikt nie zaprosił mnie do świata bohaterów. A przecież bardzo chciałam tam wejść!

Narracja to podstawa

Największy problem? Konstrukcja narracji. Powtarzalność imienia głównej bohaterki – Kiela powiedziała, Kiela zrobiła, Kiela była – wybiła mnie z rytmu i z czasem zaczęła zwyczajnie irytować. Miałam ochotę krzyknąć: „Dajcie już tej Kieli chwilę oddechu!”.

I choć historia nie skradła mojego serca, nie wszystko spisuję na straty. Przytulność tej opowieści to jej najmocniejszy punkt – serio, momentami czułam się, jakby strony książki zamieniały się w puchowy koc. I chociaż nie porwała mnie fabuła, to wyobrażam sobie, że jako serial lub film sprawdziłaby się znakomicie. Taka idealna na jesienne wieczory – do obejrzenia z kubkiem kakao w ręku.

Okładka i otoczka to złoto

Szata graficzna? Cudo. Okładka, rozdziały, znaczniki tych rozdziałów – są piękne i przyciągają oko. Myślę, że gdyby to był mój „czytelniczy moment”, odbiór byłby zupełnie inny. Tym razem się nie udało, ale rozumiem, dlaczego ta książka może zyskać rzeszę wiernych fanów. Jak sobie dłużej tak o tym pomyślę, to kojarzy mi się z Encyklopedią wróżek i elfów – tylko, że ja tej magii po prostu nie poczułam.

Jeśli jednak szukasz lekkiego, spokojnego cozy fantasy, w którym magia jest tłem, ale zarówno podstawą tej książki, a potrzebujesz takiej magicznej bajki na dobranoc – spróbuj. Może właśnie Ty odnajdziesz w niej to, czego ja nie znalazłam.

Opinia powstała przy współpracy z wydawnictwem Jaguar.