Smoczydech - Ursula Vernon | Recenzja




Coraz częściej sięgam po książki dla dzieci i to nie jest przypadek. Przy dwójce moich małych czytelników odkrywam na nowo, jak wiele świetnych historii czeka tuż za rogiem. I powiem szczerze, czasami mam wrażenie, że te książki potrafią dać więcej radości niż niejedna dorosła powieść.

Na początku naszej wspólnej czytelniczej drogi bardzo zwracam uwagę na to, co wybieram. Szukam historii, które są zabawne, dynamiczne i wizualnie atrakcyjne, ale jednocześnie nie przytłaczają ilością tekstu. Dzieci w wieku 5 i 7 lat potrzebują czegoś, co je wciągnie, ale też nie zniechęci. I właśnie dlatego „Smoczydech” wydał mi się strzałem w dziesiątkę.

To książka dla dzieci, która łączy klasyczną formę opowieści z elementami komiksu. I to naprawdę działa. Moje dzieci od razu się zainteresowały, chciały więcej i z ciekawością śledziły kolejne strony. A ja? Ja też bawiłam się świetnie. Bo jak tu nie polubić Danniego? Już sama okładka robi robotę, a ilustracje i charakterystyczna kreska tylko wzmacniają efekt. To książka, która bardzo działa na wyobraźnię.

Mam jednak z tyłu głowy, że to pierwszy tom serii, więc naturalnie podchodzę do niego trochę łagodniej. Historia dopiero się rozkręca i widać, że autorka zostawia sobie przestrzeń na rozwinięcie w kolejnych częściach. Mimo to nie ukrywam, że w tak krótkiej formie liczyłam na trochę więcej pogłębienia.

Zaczynamy od dość prostego punktu wyjścia, ale szybko pojawiają się wątki, które mają większy ciężar. Mamy temat dorastania, presji oczekiwań i próbę odnalezienia siebie. Dochodzi do tego również problem dręczenia w szkole. I bardzo podoba mi się, że takie rzeczy w ogóle się tu pojawiają, bo to ważne i potrzebne. Tylko mam wrażenie, że zostały one jedynie zarysowane. Jako rodzic patrzyłam na niektóre reakcje dorosłych z lekkim dystansem i zastanawiałam się, czy nie można było tego poprowadzić trochę inaczej.

Duża część historii skupia się na podwodnej przygodzie i to właśnie ona nadaje książce tempo. Jest ciekawie, momentami absurdalnie i bardzo kreatywnie. Bo umówmy się, atakująca sałatka ziemniaczana to coś, czego się nie zapomina. Ta część jest lekka, zabawna i naprawdę wciągająca, szczególnie dla dzieci, które lubią morskie klimaty i niezwykłe stworzenia.

Podoba mi się też to, że mimo całej tej przygodowej otoczki, gdzieś w tle przewija się temat odkrywania własnych możliwości. To, że strach i stres mogą prowadzić do czegoś ważnego, do przełamania się i odnalezienia w sobie czegoś wyjątkowego. To subtelne, ale wartościowe.

„Smoczydech” to bardzo przyjemna książka dla dzieci na początek przygody z czytaniem. Lekka, zabawna, wizualnie atrakcyjna i angażująca. Może nie jest idealna i zostawia pewien niedosyt, ale jednocześnie sprawia, że chce się sięgnąć po kolejny tom. A to dla mnie zawsze jest dobry znak, w końcu musze poznać dalsze losy w którym wkradają się żaby ninja.

 Opinia powstała przy współpracy barterowej z Wydawnictwem WOW