Weavingshaw - Heba Al-Wasity | Recenzja


 

Jak zauważyliście, pewnie było mnie tutaj ostatnio trochę mniej. Pochłonęło mnie wiele bieżących spraw i zwyczajnie potrzebowałam odpocząć od natłoku premier. W pewnym momencie zaczęłam się w tym wszystkim gubić i uznałam, że czas wybierać książki bardziej świadomie. Taki czytelniczy reset naprawdę dobrze mi zrobił. Dlatego kiedy zobaczyłam zapowiedź Weavingshaw i przeczytałam, że czekają na mnie duchy, gotycki klimat oraz slow burn, nawet przez chwilę się nie zastanawiałam. Wiedziałam, że to książka dla mnie.

I wiecie co? Nie pomyliłam się ani odrobinę.

To jedna z tych historii, które wyrywają człowieka z czytelniczej obojętności. W ostatnich miesiącach miałam wrażenie, że wiele premier zaczyna być do siebie podobnych. Tutaj od pierwszych stron poczułam coś zupełnie innego. Surowość świata, wszechobecna tajemnica, niedopowiedzenia i gęsta atmosfera sprawiły, że nie chciałam tej książki odkładać. To nie jest historia, która krzyczy do czytelnika akcją, chociaż tez zaskakuje nie raz. Ona przyciąga klimatem. Powoli oplata niczym mgła i z każdą kolejną stroną robi się coraz bardziej niepokojąca.

Ogromnie cieszę się, że ta książka trafiła w moje ręce, bo delektowałam się nią naprawdę długo. To jedna z tych powieści, których się nie połyka, tylko chłonie. I szczerze mówiąc jest mi trochę przykro, że wokół niej nie ma większego zamieszania, bo zdecydowanie na nie zasługuje. Temat duchów w literaturze fantasy wciąż wydaje mi się niedoceniany, a tutaj został wykorzystany w naprawdę ciekawy i klimatyczny sposób.

No i ten wątek romantyczny. Slow burn jest tutaj naprawdę... slow. I właśnie za to go polubiłam. Nie ma pośpiechu ani sztucznie przyspieszanych emocji. Wszystko dojrzewa we własnym tempie. Tajemniczy Święty Ciszy od pierwszego pojawienia się przyciąga uwagę. Jego chłód, oszczędność słów i pozorna obojętność sprawiają, że napięcie między bohaterami rośnie z każdą kolejną sceną. Uwielbiam takich bohaterów. Im mniej mówią, tym bardziej chcę ich poznać.

Najbardziej urzekło mnie jednak to, że pod warstwą fantastyki kryje się znacznie więcej. To opowieść o sekretach, zaufaniu, samotności i wielu innych, które musicie sami odkryć. Motyw handlowania sekretami uważam za absolutnie genialny. Dawno nie trafiłam na pomysł, który byłby jednocześnie tak oryginalny i tak mocno pobudzał wyobraźnię. Kilka razy naprawdę poczułam dreszcze.

Nie sposób nie wspomnieć również o wydaniu. Kolorowe brzegi, piękna oprawa i dopracowane detale sprawiają, że książka prezentuje się przepięknie na półce, ale tutaj forma naprawdę idzie w parze z treścią. To jedna z tych powieści, które zachwycają zarówno wizualnie, jak i wspaniałą historią.

Chciałabym czytać więcej takich książek. Takich, które wyciągają z czytelniczego zastoju, zaskakują świeżością i pokazują, że w fantastyce wciąż można stworzyć coś oryginalnego. Weavingshaw Heby Al-Wasity to gotycka fantasy pełna duchów, sekretów i powolnie budowanego napięcia. Myślę, że jesienne wieczory będą dla niej idealnym momentem, bo jestem przekonana, że właśnie wtedy ta historia potrafi najbardziej wejść pod skórę i przyprawić o przyjemne dreszcze.

Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z wydawnictwem Zysk i S-ka.