Mordercą nie jest Alice - Iris Starling | Recenzja

 


Czy książkę zagadkę można w ogóle nazwać czytaniem? Zdaję mi się, że tak, ponieważ wszystko jest na tyle skomplikowane, że dany rozdział „czytamy” nie raz. Wiedziałam, że czeka mnie książka z zagadką kryminalną. Okej, uznałam, że to może być ciekawa zabawa. Jednak gdy książka dotarła, ujrzałam rozdziały zapisane wyłącznie imionami, a naszym zadaniem jest znalezienie jednego imienia, które pasuje do wszystkich 18 wskazówek.

Uprzedzam, tych imion jest 46 600.

Ja, człowiek logicznie poukładany, który uważa, że wszystko we wszechświecie ma swoje miejsce, uznałam: co, ja tego nie zrobię? No i na chwilę obecną, po kilku dniach, jestem sfrustrowana i chyba właśnie na tym polega cała zabawa.

Oczywiście zagadki, czyli 18 zasad, układam od tych, które najszybciej są w stanie mi coś powiedzieć i pozwolić wyeliminować kolejne rozdziały. Aktualnie pozbyłam się 5 rozdziałów z 26, więc jest dobrze.

Chyba.

Jest to świetna sprawa, jeżeli chodzi o koncentrację, ale mam też wrażenie, że jest to ogromny zabieracz czasu. Ponieważ nie jest tak, że raz prześledzisz stronę i możesz uznać, czy tutaj jest podejrzany, czy nie. O nie. Tutaj bardzo łatwo wpaść w pułapkę własnego przekonania, że już wszystko sprawdziłaś.

Bo na przykład w danym rozdziale musisz znaleźć imiona wszystkich Beatlesów. I wiecie, co się dzieje w głowie? Masz 3 z 4. Skończyłaś rozdział i chciałabyś wykreślić go już z listy, ale potem pojawia się myśl: ale co, jeśli po prostu z nawału tych imion przeoczyłam Johna?

I pyk.

Jeszcze raz.

I właśnie takich momentów podczas rozwiązywania jest mnóstwo. Z jednej strony czuję satysfakcję, kiedy uda mi się coś wyeliminować. Z drugiej strony cały czas mam z tyłu głowy, że może coś przeoczyłam. I to jest chyba najbardziej frustrująca, ale jednocześnie wciągająca część tej książki.

Nie ukrywam, że po kilku dniach mam już momenty, w których patrzę na kolejne imiona i zastanawiam się, po co ja sobie to zrobiłam. A potem pojawia się ta moja dusza, która absolutnie nie znosi zostawiania rozpoczętych tematów i wiecie co?

Nie odpuszczę.

Myślę, że to bardzo dobry pomysł na książkę dla osób, które lubią zagadki, łamigłówki, dedukcję. To nie jest dla mnie typowa książka kryminalna, którą można po prostu przeczytać i odłożyć.

Dla mnie jest to na ten moment przede wszystkim ciekawostka i bardzo nietypowe doświadczenie czytelnicze. Nie wiem jeszcze, ile czasu zajmie mi rozwiązanie całej zagadki, ale jedno wiem na pewno. Moja dusza, która uwielbia mieć zakończone tematy, zdecydowanie doprowadzi tę sprawę do końca.

Tylko ile mi to zajmie?

Nie wiem.

Ale myślę, że będę Was o tym cyklicznie informować. 😊

Opinia powstała przy współpracy barterowej z wydawnictwem Zysk i S-ka.